sobota, 12 września 2015

Pole dance project - tydzien I

Po wielu miesiącach czajenia się nareszcie się zdecydowalam!
IDE, nie oglądam się na innych, zaczynam sama - Pole dance.

Ekscytacja miesza się z myślą NIE DAM RADY!

Pierwsza myśl po wejściu na sale - kurwa spóźniłam się. Ominęła mnie prawie cała rozgrzewka. Łódź kurwa!!!

Druga myśl - eeee chyba nie jest ze mną najgorzej bo nie wyglądam jak hipopotam na tle pozostałych kursantek. No może poza jedną. I instruktorką, która chyba nie waży nic, a ja na sto procent ważę o jednego młodego człowieka więcej od niej. Ale nic to, nie zrażam się.

Kolejne myśli
- dlaczego zjeżdżam z tej cholernej rurki?
- że co ja mam zrobić?! Przecież to niewykonalne!!!
- Pfff  No problemo!... kurwa....nie da się!
- jak ona to robi to wygląda na banalnie proste.
- Ała moje rączki....i wiele wiele innych.

Podsumowanie pierwszego tygodnia kursu

No cóż jest ciężej niż to wygląda w wykonaniu profesjonalistów. Biorąc pod uwagę że moja siła jest równa sile motylka, a waga zdecydowanie mówi "Mały hipcio" to naprawdę lekko nie jest.

Z czterech poznanych figur w miarę wychodzą mi trzy, także bilans nie najgorszy. Co prawda ta czwarta figura jest według mnie mission imposible - a przypominam ze kurs jest dla poczatkujacych .

Na tych zajęciach możesz nagle się dowiedzieć że siły nie masz za grosz, i że masz potliwe dłonie, co jest przydatne przy spinach ale juz niekoniecznie przy figurach bardziej zaawansowanych.

Osoby takie jak ja które od jakiegoś czasu są na bakier z treningami nie unikną zakwasów...duuuuuuzych zakwasów. A osoby z tendencją do tworzenia się siniaków muszą się z nimi zaprzyjaźnić.

Krótko mówiąc łatwo nie jest, ale polecam z calego serca bo to świetna zabawa, i ogromna praca nad ciałem. Ja w każdym razie się nie zrażam i z ogromną ciekawością wyczekuję kolejnych pięciu Tygodni kursu.
A co będzie dalej się okaże. Czy zarażę się bakcylem rurkowym, czy też stwierdzę że to jednak nie dla mnie - tego jeszcze nie wiem.

Póki co w internetach non stop przeszukuję tematy około-rurkowe. A kto wie może któregoś dnia namówię mojego prywatnego męża aby mi w domu taką rureczkę zamontował (dzisiaj nawet znalazlam na nią potencjalną miejscowkę ;]).

Tymczasem zostawiam was z opcja do przemyślenia czy aby nie spróbować swoich SIL w pole dance, oraz z foteczka moich okazalych pole dance' owych orderów uśmiechu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz