poniedziałek, 30 marca 2015

Jan I Wspaniały

Taki oto tytuł powinien posiadać mój syn.

Dlaczego?

A to dlatego iż wszedł w etap "RÓB CO CI KARZE BO JAK NIE TO FOCH!!!!"

Janek zgrabnie rączkę wyciągnie aby pokazać gdzie chce iść, paluszkiem pokaże, krzyknie "Eeee" co mu dać. Mlaśnie i krzyknie "DEJ!" gdy chce cyca.

I to nie ma że zaraz, że za chwile, że mama właśnie zasiadła na kibelku (Panowie którzy czytają ten wpis - Tak kobiety też to robią. Niestety nie pierdzimy tęczą i nie kupkamy fiołkami :P).

JUŻ!!!!!

TERAZ!!!!

NA-TEN-TYCHMIAST!!!!!

Syn mi się zmienił w Panicza Królewicza i nie ma że boli. Trzeba zachcianki spełniać. Bo jak nie to Ryk, wyk i pozamiatane.

W dodatku znalazł sobie lokaja w postaci... Nikogo innego tylko Matki.

Baba (czyt. Ja) ma prasowania po pas, prania po szyje. Upaćkane wszystko dosłownie. Potyka się o zabawki. Mrówki po kuchni hasają swawolnie. A Janek tylko jak za bramkę wyjdę to Ryk, wyk i znów pozamiatane.

A u męża zrozumienia brak, toć to przecież jak on zostaję z synem sam to syn nie daje poznać że jest w domu. Syn się pięknie bawi, syn nie marudzi, syn czasem chce się poganiać. To wszystko. Nawet kupy nie zrobi żeby trzeba było mu pieluchę zmienić.

Dziw męża bierze jak to możliwe że ja nie mam czasu posprzątać przy tak świętym Janie I Wspaniałym.

I weź tu chłopu wytłumacz że jak syn jest z matką sam na sam to zachowuje się z deczka inaczej.

Matkę od całkowitego zwariowania ratuje ukochana sąsiadka - kumpela z którą zawsze można wypić kawe i się pożalić (mama 2 latka, żona niedowiarka, więc na tym samym gruncie jesteśmy), drzemki Królewicza (już tylko dwie ale za to jakie odżywcze), i zajęcia w szkole tańca gdzie przez godzine nikt mi nie płacze nad uchem "DEJ!!!"