czwartek, 22 maja 2014

jeszcze chwila

Miałam wrócić, a tutaj macierzyństwo pochłonęło mnie do reszty. Po czasie mroku i depresji, nareszcie potrafię cieszyć się tym czym jest macierzyństwo.

Jestem po uszy zakochana w Bobie, mogłabym go tulić, karmić i patrzeć na niego całymi godzinami. Zmęczenie? A i owszem ale wyśpię się na emeryturze! teraz zbyt dużo mogłoby mnie ominąć gdybym pozwoliła sobie na odpoczynek.

Mama Zakochana po cebulki włosów! A co!

Jak tylko mąż już wróci do pracy, a ja ustalę sobie plan dnia to już na 1000% powrócę i będę pisać pisać i pisać, same ochy i achy nad Bobem.

No i oczywiście między te wszystkie zachwyty wcisnę obiecane wracanie do formy. Chciałabym jak najszybciej zacząć aktywność, niestety miednica nadal się nie zeszła, więc całe to wracanie trochę jeszcze zajmie. a przyznam szczerze, że już patrzeć na siebie nie mogę!

wtorek, 13 maja 2014

Jak to z tym moim porodem było w praktyce - czyli plany szlag trafił

8 kwietnia. Nadszedł ten dzień na który czekałam od początku ciąży. I co? I nic!

Wieczorem wizyta u kitlowego, który stwierdził że wszystko jest dobrze, i dał skierowanie do szpitala, aczkolwiek nie ukrywał, że czeka nas dużo pracy. Pomyślałam sobie - wspaniale, już pierwsza rzecz z planu porodu pójdzie w cholerę, kitlowy będzie mnie męczył oksytocyną. Ale biorąc pod uwagę mój stan wzburzenia że Bob nadal siedzi w środku byłam w stanie na to przystać.

Godzina 20 ląduję na izbie przyjęć w szpitalu. Przebieranie, badania wstępne, KTG i przemiła pani doktor mówi do mnie: "Jeszcze Pani nie urodzi, proszę się wyspać bo jutro czeka panią ciężka praca z doktorem MK." Myślę sobie: Cudownie, kolejny dzień z brzuchem.

Godzina 23.30 tłukę się na łóżku na sali przedporodowej, zła, zmęczona i ogólnie niezadowolona. Wolałabym spać u siebie w łóżku niż na tej niewygodnej szpitalnej leżance. Przewracam się na kolejny bok - i zaczynam siusiać. Co się dzieje, nie mogę się powstrzymać, Wstaję z łózka, i sikam coraz więcej. O cholera, czy to to co myślę?

Staje z cieknącym po nogach płynem na korytarzu który właśnie myje salowa, i nieśmiało do niej mówię "Przepraszam bardzo ale chyba odeszły mi wody". Mina wszystkich Pań na dyżurze była bezcenna. Nie spodziewały się takiego obrotu sytuacji.

Kazały leżeć, i wołać jak skurcze się nasilą. Długo na mnie nie musiały czekać, skurcze nasilały się bardzo szybko, poród postępował dość gwałtowanie. Jeszcze tylko USG, lewatywka, i dzwonimy po męża.

Pamiętacie jak zachęcałam wszystkich do spisania planu porodu. Hahaha nawet go nie wyjęłam z torby, i szczerze powiedziawszy, mało punktów z mojego planu porodu zostało spełnionych. Ale uwierzcie mi że nie miałam kompletnie nic przeciwko temu.

Możecie też kojarzyć to jak zawzięcie pisałam o tym że będę rodzić w autohipnozie i bez znieczulenia. Hahaha wytrzymałam 5 godzin skurczów po 5 godzinach gdy skurcze skakały na 100%, cała porodówka słyszała moje wycie, a Mój R. z przerażeniem patrzył na mnie i pytał czy nie umieram, wybłagałam o znieczulenie. O 7 rano przyszła przewspaniała kobieta z magicznym eliksirem dzięki któremu mogłam odpocząć. Niestety musieli podać mi też oksytocynę bo po podaniu znieczulenia poród się zatrzymał.

Od 7 do 11 spędziliśmy bardzo spokojne godziny, spaliśmy, rozmawialiśmy a poród przebiegał jakby obok mnie, nic nie czułam i nie będę nikogo oszukiwać, to było wspaniałe! Wspaniałe było tez to że mieliśmy oddzielną salę gdzie mogliśmy sobie spokojnie czekać na Boba.

Ok 11 przyszły skurcze parte, jednak szyjka nie chciała się całkowicie otworzyć. Powiedzieli że znieczulenia mi już nie dadzą i teraz muszę się męczyć. No i się męczyłam.

ok 12.20 zaczął się hardcore. Bolało okrutnie ale w momencie gdy główka mojego maluszka zaczęła wychodzić, mnie się załączył coś jakby autopilot. Zmysły się wyłączyły i górę wziął instynkt. W życiu nie spodziewałam się że w czasie porodu kobieta przez moment jest w takim pierwotnym stanie. Poród to takie zezwierzęcenie. Nie myślisz co robisz tylko to robisz, i jest to naprawdę cudowne przeżycie.

O 12.50 na moim brzuchu położyli malutkie sine cudeńko, i emocje wzięły górę. Ja płakałam, Mój R. płakał i nasz Bob też płakał. To była najwspanialsza chwila w moim życiu! Za nic na świecie nie oddałabym tego momentu

9 kwietnia o godzinie 12.50 Bob był już na świecie a po kilku minutach, spał spokojnie w ramionach swojego tatusia. Spokojny i mam nadzieję że szczęśliwy.

Poród był apogeum mojego szczęścia!

Z tego miejsca muszę też pochwalić wspaniały personel w ICZMP w Łodzi. Cudownie się mną zajęli. Poród do końca życia będę wspominała jako fantastyczną przygodę. Wyrozumiałe stażystki które cały czas zapewniały mnie, że super sobie radzę. Fantastyczna Pani doktor której słowa "Pięknie rodzisz" do końca życia będą mi brzmiały w głowie. Mój kitlowy który pomógł mi swoim dwumetrowym i wielokilogramowym cielskiem wypchnąć Boba na ten świat, kładąc mi się na brzuchu. Biedna studentka która pomagała mi rodzić łożysko i która od stóp do głów została obryzgana hektolitrami krwi które ze mnie wytrysnęły przed łożyskiem. I przemiła stażystka która szyła mi krocze po porodzie i dała się przekonać do tego że kolejne dwa szwy już nie będą mi potrzebne (znieczulenie przestało działać i szycie zaczęło boleć). Naprawdę każde z nich zasługuje na nagrodę wytrwałości, opanowania, cierpliwości i pełnego profesjonalizmu.

Musze też pochwalić mojego R. który na samym początku ciąży był sceptycznie nastawiony do swojej obecności przy porodzie. Jak przyszło co do czego zachowywał się wspaniale. Pomagał mi ciepłymi słowami, słyszałam jak oddycha razem ze mną, całował w czoło. Dzięki niemu cały poród był o wiele łatwiejszy niż gdybym miała tam być sama. Jestem też dla niego pełna podziwu gdyż odważył się przeciąć pępowinę, a nawet zaglądał między nogi mimo że nie znosi widoku krwi. Naprawdę był bardzo dzielny, i super pomocny!

poniedziałek, 12 maja 2014

Wracamy ;]

Ojj długo nas tu nie było, no ale cóż, za nami prawie 5 tygodni mroku, i powoli wracamy do świata żywych.
Nie omieszkam opisać wszystkich naszych przygód które nas spotkały przez ostatnie tygodnie.

A tymczasem przedstawiam Boba;]


Oto Bob
Mogę już zdradzić, że nasz Bob ma na imię Jaś
Johny urodził się 9 kwietnia 2014 roku o  godzinie 12:50
Ważył 3380g i mierzył 53 cm.

Johny jest naszym najsłodszym cukiereczkiem i mimo wielu niedomówień, do których doszło między nami to Kochamy go ponad wszystko! 

sobota, 5 kwietnia 2014

Staranowana

Przyzwyczailiśmy się już do tego ze nie mamy co liczyć na ustąpienie miejsca w kolejce, przytrzymanie drzwi w sklepie, czy ustąpienie miejsca siedzącego czy to w autobusie czy w poczekalni. Jednak sytuacja która ostatnio miała miejsce wywołała u nas szok i ogólne wielogodzinne rozbawienie

Sytuacja jak z Monthy Pythona. Wyobraźcie sobie chodnik szeroki na 5 kafelków (więc dość przestronny). Idzie pies po trawniku, R w jednym kafelku, i 90 kg toczy się w drugim kafelku. Z naprzeciwka nadciągają dwie urocze, zagadane babeczki - na oko 50-60 lat. 

Zbliżając się do nich widzę że jedna z pań uparcie idzie prosto na mnie, więc zaczynam schodzić z drogi. 

Ustawienie nasze powoli ulegało zmianie aż do momentu gdy czworonóg znalazł się niemal na ulicy, R. wszedł na psie pole minowe na trawniku, a ja zaczynałam potykać się o krawężnik. Iiii...90 kilogramów ciężarnej zostało staranowane na osiedlowym chodniku.

Jestem raczej mało roszczeniową osobą, wiec tylko się odwróciłam z niesmakiem, mój R. natomiast nie wytrzymał i zapytał uroczą panią, jak to się właściwie wydarzyło że my idąc już po trawniku a one mając cały szeroki chodnik do dyspozycji, weszły ciężarnej niemal prosto w brzuch.

W odpowiedzi usłyszeliśmy - powiedziane tonem jakby to była najbardziej oczywista oczywistość - "Zamyśliłam się i nie zauważyłam". Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać, oczywiście parsknęłam dzikim śmiechem, że jak można nie zauważyć toczącej się ledwo 90 kilogramowej ciężarnej w 9 miesiącu ciąży. Pani która na mnie wpadła powiedziała grzecznie przepraszam, jednak jej koleżanka chyba nie do końca zrozumiała o co nam chodziło i uderzyła w nas moim ulubionym frazesem który przez całą ciążę mi towarzyszył: "Ciąża to nie choroba niech pan nie przesadza".

Moi drodzy oficjalnie i bez żadnych skrupułów jak następnym razem na ulicy spotkacie ciężarną, możecie ją śmiało taranować. W końcu nie są obłożnie chore i nie trzeba się z nimi obchodzić jak z jajkiem.

T A R A N U J M Y    C I Ę Ż A R N E ! ! ! 

Nigdy nie liczyłam na specjalne traktowanie, i przywileje. Dzisiaj np spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie, mianowicie Pan w pewnej znanej sieci sklepów na T. jak tylko zauważył że jestem w ciąży, zaproponował abym poszła do przodu i nie stała w kilometrowej kolejce. Ja nie wierząc w powodzenie podziękowałam Panu za propozycje i powiedziałam że raczej nie ma szans. Pan jednak namówił mnie że warto spróbować. Przemiły Pan okazał się jedyną osobą z kolejki która chętnie mnie przepuściła, reszta z niesmakiem odchodziła na bok, jeden z klientów wręcz pokręcił głową na nie, jednak na pytanie mojego R "To nie te czasy?" i pod naciskiem Pana który zarekomendował "wepchnięcie" się w kolejkę ustąpił.

I jedna rzecz mnie tylko mocno zaskoczyła, dzisiaj ostatnio i w trakcie trwania ciąży. Mianowicie taka, że to mężczyźni są bardziej empatyczni w stosunku do kobiet w ciąży, prędzej oni ustąpią miejsca, zejdą z drogi czy zaproponują miejsce w tramwaju. Kobiety, a szczególnie te starszych roczników, są bardzo niechętnie do wszystkich przywilejów dla ciężarnych nastawione, a i do samych ciężarnych pałają niechęcią i wrogością. 

Zastanawia mnie dlaczego tak jest. Czy jest to spowodowane tym że same w trakcie ciąży spotkały się z nieprzychylnym traktowaniem czy może miały tak fantastyczne ciąże że jeszcze w dniu porodu nosiły cegły do ogródka. 

wtorek, 1 kwietnia 2014

.

Miał się urodzić dzisiaj, tydzień przed terminem. 

Miał być wyjątkowym prezentem urodzinowym dla swojego dziadka. 

A tu dalej nic! Brzuch twardy, nisko, ale to wszystko, żadnych objawów zbliżającego się rozwiązania. 

Nie będzie Prima Aprilisowym Bobasem.

A ja z tego miejsca Tatusiowi mojemu najukochańszemu składam publicznie same najlepsze życzenia.
Przede wszystkim duuuuużo zdrówka! Prezent w doręczeniu, ale firma kurierska, coś się ociąga! :P