sobota, 29 marca 2014

2 i 4024

Dzisiaj krótko i na temat.

Byliśmy wczoraj u kitlowego, i nareszcie powiedział coś optymistycznego! Szyjka skrócona i 2 cm rozwarcia;]

Jeszcze kamień milowy do porodu, ale zawsze to już krok do przodu:) Zalecił Seksy i spacery. A ja jestem ciekawa bo od wtorku (gdy była ostatnia wizyta) to zmieniłam taktykę i leżałam i się relaksowałam, i po trzech dniach takiego relaksu nagle coś się ruszyło. Czyżby to jednak ten spokój był moim sprzymierzeńcem? 

A ten drugi magiczny numerek to nic innego jak waga Boba wg USG. A miał być mały!

Może do terminu się urodzi! :)

piątek, 28 marca 2014

Robótki ręczne

W momencie gdy kobieta zachodzi w ciąże ogarnia ją nagle niepohamowana chęć szukania inspiracji. Nowe dania które będzie można serwować dziecku, gry i zabawy którymi będziemy umilać życie naszym pociechom czy opanowanie jakiejś umiejętności, która w życiu i około - dzieciowych sprawach może nam się przydać. Przynajmniej w moim przypadku tak było. Biorąc pod uwagę że w ciąży miałam dużo czasu i często się nudziłam, postanowiłam  rozwinąć swoją nie spełnioną artystycznie duszę.

Artystką byłam od zawsze, próbowałam swoich sił w wielu dziedzinach: Origami, malowanie i rysowanie, lepienie w plastelinie, szkicowanie węglem, taniec, pianino, śpiew. Kocham muzykę, i  to głównie w tym kierunku dążyłam do samorealizacji, tym bardziej że w pracach plastycznych nie byłam najlepsza (mam zwyczajnie, dwie lewe ręce). Kilka lat nauki gry na pianinie, niestety zaprzepaściłam, kilka epizodów w chórze kościelnym i szkolnym, wiele występów na szkolnych akademiach. Niestety z biegiem lat rozwijanie moich umiejętności, mówiąc kolokwialnie olałam, na rzecz zabawy i udzielania się towarzysko. 

Jednak tak jak już pisałam, nuda zżerała mnie od środka, musiałam podjąć jakieś kroki aby ją zabić. Miałam na celu nauczyć się czegoś, co pozwoli mi stworzyć pamiątki dla Boba. I tym sposobem padło na szydełko. 

Tak! szydełko to jest to czego chcę się nauczyć! 

Moje pierwsze podrygi w szydełkowaniu były bardzo niezdarne. Na pierwszy rzut poszły rękawiczki niedrapki dla małego Jak je zrobiłam byłam z siebie ogromnie dumna, ale uwierzcie mi że były PASKUDNE! nawet nie wiem gdzie aktualnie są, pewnie gdzieś bardzo głęboko schowane.

Umiejętność trzymania szydełka, robienia wszystkich słupków i półsłupków, rozwijałam w zastraszającym tempie, i teraz po 5 miesiącach od mojego pierwszego razu, mogę powiedzieć że naprawdę nieźle mi idzie. Co prawda do tworzenia własnych prac jeszcze daleka droga, póki co opieram się na wzorach które czerpie z internetu, jednak każdy pierwszy ruch szydełkiem jest dla mnie wspaniałą przygodą, i super zabawą. 

Wczoraj mój R. zajął się swoimi sprawami i nie odzywał się do mnie przez cały dzień, i musiałam znaleźć sobie jakąś rozrywkę. Padło na szydełko (Dzisiaj cierpię przez to na zbalonienie ręki). Chciałam się Wam pochwalić co udało mi się stworzyć dla Boba:)







Prace są stworzone na podstawie wzorów moich dwóch ulubionych blogerek szydełkowych:)

wtorek, 25 marca 2014

39!

39 tydzień, my niestety nadal w dwupaku ale nie ustajemy w próbach przyspieszenia akcji.

Dzisiaj wizyta u kitlowego zobaczymy co powie, może po tych wielogodzinnych spacerach, kilogramach ananasów, hektolitrach herbatki z liści malin i octu jabłkowego, godzinach przeskakanych na piłce, milionach pokonanych schodów w górę i w dół, kilku kroplach siary ulatujących z podrażnionych już sutków i kilku przyjemnościach (if You know what I mean ;]) coś się ruszyło w dobrym kierunku.

Torby spakowane, i przepakowane 3 razy, Bobowy kącik do spania i przewijania też gotowy, ostatnie pranie się suszy, ciuszki rozmiarami i rodzajami poukładane w szufladach, matka nawet na kolanach podłogę umyła, karuzelka, bujaczek i wózek rozłożone, kumple w postaci wieeeeelkich pluszaków czekają.

A Bob ma na nas wywalone! Rozpycha się tylko leniwie w brzuchu. Oczami wyobraźni widzę to tak, Bob robi sobie hamak z pępowiny z łożyskiem jako poduszka, noga na nogę założona i tylko krzywy półuśmieszek który mówi "No to sobie jeszcze poczekacie".

Planowałam napisać długi post opisujący te długie i jednocześnie wcale nie tak długie 9 miesięcy, ale wydaję mi się że wszystko co o ciąży chciałam napisać, już napisałam. Więc dzisiaj tylko takie króciutkie podsumowanko.

Za czym NIE będę tęsknić:

  • ZA BÓLEM SPOJENIA ŁONOWEGO (ten punkt zasługuje na kilka pierwszych kropek)
  • Za niepohamowanym apetytem na słodkie
  • za ciągłym ganianiem do toalety (z reguły nawet nie opłacało się wstawać z łóżka)
  • Za spuchniętym wszystkim w 9 miesiącu (głównie kostkami które zamieniły się w baloniki)
  • za tymi nadprogramowymi kilogramami (przez zbierającą się wodę aktualnie 25! na plusie)
  • Za nieporadnością
  • Za burzą hormonalną
  • Za rozstępami pojawiającymi się co chwile
  • Za zbyt dużym brzuchem
  • Za pytaniami "Jak się czujesz"
  • Za dresami z którymi nie rozstaję się od miesiąca (żeby nie było, ja dresy kocham ale nie cały czas) 
  • Za byciem w ciąży (bo musicie wiedzieć że w ciążę to ja zaszłam w marcu zeszłego roku, coś nie poszło i później drugi raz zaskoczyliśmy w lipcu, ale czuję się jakbym w ciąży była od ponad roku)
Za czym będę tęsknić:
  • ZA RUCHAMI BOBA (ten punkt również zasługuje na duuużą ilość kropek)
  • Za tym że mój R. bezkarnie i prawie bezkrytycznie pozwalał mi na zaspokojenie potrzeb podniebienia
  • Za piękną cerą
  • Za gęstymi włosami
  • Za tym że mogłam spać pół dnia i nikt mi nie miał tego za złe
  • Za tym że mogłam chodzić cały dzień w piżamie
  • Za ciszą i spokojem
  • Za tym, że nikt mnie na silę nie zaciągał do roboty :P mogłam siedzieć i udawać że czuję się skrępowana tym że ktoś robi coś za mnie (jestem przebrzydłym leniuchem)
  • Za ciążowym słodkim brzuszkiem, bo mimo że wielki to mimo wszystko jest uroczy
  • Za byciem w ciąży (bo mimo wszystkich negatywnych aspektów bycie w ciąży jest czymś magicznym i założę, się że jak wszystkie dolegliwości znikną po porodzie to zapomnę o trudach ciąży, i będę za tym stanem bardzo tęsknić)
To by było chyba na tyle, i jak widać tych rzeczy za którymi będę tęsknić jest prawie tyle samo co tych których mi brakować nie będzie. Czyli wychodzi na to, że ciąża wcale nie jest taka zła.

A oto Mój wielgachny Niedotykalny

Idziemy na spacer do chinola na jakieś spicy food, czyli przyspieszania ciąg dalszy.
Nieustannie proszę żebyście trzymały za nas kciuki:)

środa, 19 marca 2014

Recepta

Niestety lekarz mi wczoraj oznajmił "wszystko dobrze jeszcze nie rodzisz" rozżalona i rozwalona na "bocianie" zapytałam "A co w tym dobrego?". Duży Pan w kitlu nie rozumie do czego nam się tak spieszy, że przecież całe życie przed nami na bycie rodzicami. Czy on nie potrafi pojąć że moje ciało domaga się eksmisji Boba?!

Spacerować non stop, odstawić No-spę, pić herbatkę z liści malin i oczywiście SEKS - jak najbardziej wskazany.

Zabraliśmy się do seksów z wielkim zapałem i skończyło się - o zgrozo - całonocnymi skurczami, niestety jeszcze nie tymi prawidłowymi.

Nie ustajemy jednak w próbach.

Trzymcie za nas kciuki! ;]

Hmm teraz sobie uświadomiłam że kitlowy zapomniał o tym że my usg nie robiliśmy od 30 tygodnia, i nadal nie wiemy jak duży nasz mały Bob ma zamiar przyjść na świat.

wtorek, 18 marca 2014

Akcja "Przyspieszenie"

No cóż choróbsko nie odpuszcza, katar i kaszel męczą mnie cały czas, co więcej mój R. jest już ze mną w domu na wszelki wypadek gdyby się wcześniej zaczęło - tak więc jakoś nie było o czym i kiedy pisać. 

Pogoda też nie zachęca do niczego, szczerze powiedziawszy najchętniej z mężem leżymy, byczymy się  i cieszymy się ostatnimi wolnymi chwilami.

Dzisiaj mamy pełne 37 tygodni i dopadł mnie kryzys. MAM JUŻ DOSYĆ! Całe moje ciało krzyczy do naszego Boba "Get out!".

Tak jak aktualnie, nie byłam spuchnięta jeszcze nigdy. Wszystkie stawy krzyczą o pomstę do nieba. Spojenie łonowe już nawet na sekundę nie przestaję boleć. Żebra ledwo żyją, więzadła ciągną przy każdym najmniejszym ruchu. Nie jest fajnie. A poza tym tak jak przewidywałam te ostatnie tygodnie dłuuuuuużą się w nieskończoność.

Postanowiliśmy poczynić pewne kroki co by pospieszyć trochę malucha, bo ewidentnie matki swej nie chce jeszcze słuchać. Skoro po dobroci nie chce współpracować to trzeba z nim bardziej drastycznie.

Już w piątek zakatarzona i zakaszlana ruszyłam na dość długi spacer na rynek (oczywiście długi dla mnie ciężarnej), odkąd pogoda przestała dopisywać zaczęłam uskuteczniać spacery po marketach (budżet trochę ucierpiał), na nasze wysokie 8 piętro wchodzę po schodach co dwa stopnie co by większy wysiłek był (zadyszka łapie mnie już na 3 piętrze ale to nic), jem ostre żarcie ku uciesze mojego R., skacze godzinami na piłce. Jutro planuje na kolanach podłogę umyć (bo kuzynce przez to rozwarcie skoczyło), jem ananasy. Po dzisiejszych uzgodnieniach z lekarzem planuje również uskutecznić herbatkę z liści malin. Wszystkie te cudowne rady dostałam od niezawodnego wujka Google.

Jednym słowem wytoczyliśmy ciężkie działa na naszego Boba, naiwnie wierząc w to że cokolwiek na niego podziała. Daliśmy mu dwa "dedlajny" albo wychodzi jutro albo w przyszłą środę, innych terminów nie przewidujemy.

Bardzo jestem ciekawa jak bardzo złośliwe jest dziecię nasze i co tak naprawdę robi sobie z naszych "planów". Jak powszechnie wiadomo chłopaki na świat się nie garną, dlatego z wielką obawą biorę pod uwagę to że równie dobrze mogę go urodzić dopiero za 5 tygodni, ale jako że rodzenie po terminie jest niebezpieczne dla młodzieży, staram się go wykurzyć wcześniej, oczywiście nie bez pobudek egoistycznych;)

  • Może znacie jakieś inne "cudowne" sposoby na przyspieszenie porodu?